82. ROCZNICA POWSTANIA 27 WOŁYŃSKIEJ DYWIZJI PIECHOTY AK
Zainaugurowała ją msza św. w Katedrze Polowej Wojska Polskiego, której przewodniczył kapelan 27WDP AK, ks. Mirosław Biernacki. Modlono się za żołnierzy Dywizji, ich rodziny oraz ofiary rzezi na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Nabożeństwo uświetniły liczne poczty sztandarowe oraz chór „Nowogródzkie Orły” pod batutą Doroty Czajkowskiej.
Po liturgii, w salach Ordynariatu Polowego WP odbyło się spotkanie wspomnieniowe Kresowian. Z zapartym tchem słuchaliśmy prelekcji, pochodzącego z rodziny kresowej, historyka dr. Tomasza Kuby Kozłowskiego z Ośrodka Karta o wysiedleniach, a tak naprawdę wypędzeniach Kresowian na tereny głównie północno-zachodniej Polski, czyli tzw. Ziem Odzyskanych. Tragedie ludzi, którzy w ramach depolonizacji ziem wschodnich musieli opuścić swoją ojcowiznę i dobytek. Jest to w dalszym ciągu temat tabu.

Bardzo interesujące było wystąpienie wiceprezesa Okręgu Wołyńskiego ŚZŻAK Zdzisława Żurowskiego. Urodzony kilka lat przed wojną w robotniczej osadzie Janowa Dolina w powiecie kostopolskim, gdzie na skalę przemysłową wydobywano bazalt. W osadzie mieszkało ponad 2000 osób – głównie pracownicy z rodzinami. Kamieniołomy w Janowej Dolinie były największym przedsiębiorstwem państwowym na Wołyniu. Zarówno podczas okupacji sowieckiej, jak i niemieckiej czynna była szkoła, z tym że Niemcy cały samorząd kamieniołomów, jak również szkołę oddali pod zarząd Ukraińców. Z tego co zapamiętał pan Żurowski ukraińscy nauczyciele twierdzili, że Kraków i Warszawa są w Polsce, natomiast Lwów i Wołyń to już Ukraina, a przecież było to przed Jałtą.
Jak wspominał pan Żurowski, od początku 1943 r. zaczęło przyjeżdżać do osady wielu Polaków z okolicznych wsi, wierząc, że stacjonujący tutaj niemiecki garnizon będzie ochroną przed zagładą. „Stałem przy mamie, kiedy znajoma Ukrainka, dostarczająca nam towary żywnościowe, powiedziała: Pani, udirajtie budut was riezat. Wraz z matką i starszą siostrą wyjechaliśmy do Równego i to nas uratowało. W nocy 23 kwietnia od strony Horynia watahy Ukraińców zaatakowały osadę – strzelały, paliły domy, mordowały próbujących ucieczki. Ze strony garnizonu niemieckiego żadnej pomocy mordowanym Polakom ani schronienia na swoim obwarowanym terenie nie było. W czasie tego napadu zginęło ponad 600 osób, które zostały pochowane w zbiorowych mogiłach na placu przy spalonym kościele. Ocalałe osoby wywieziono do Kostopola, skąd – zdrowych na roboty do Niemiec, rannych do szpitali w Kostopolu i Równem. Po wojnie zmieniono nazwę Janowej Doliny na Bazaltowe.
Dopiero w latach dziewięćdziesiątych, po rozpadzie Związku Radzieckiego, powstały możliwości odwiedzenia terenów dawnych Kresów Wschodnich. W Warszawie powstało Towarzystwo Miłośników Wołynia i Polesia. Pojawił się projekt upamiętnienia drogich miejsc na Wołyniu. Dzięki pomocy wielu Kresowian, szczególnie dawnych mieszkańców Janowej Doliny i okolic udało się zdobyć środki i uzyskać zgodę władz Ukrainy na upamiętnienie. Na miejscu zbiorowej mogiły, zarośniętej obecnie lasem sosnowym, usytuowano duży bazaltowy pomnik-mogiłę, zwieńczony czterometrowym krzyżem. Na pomniku jest napis: „Pamięci Polaków z Janowej Doliny”. Na datę „23 kwiecień 1943 rok” władze Ukrainy nie wyraziły zgody, bowiem byłaby drażliwa dla weteranów UPA. Planowane poświęcenie pomnika 18 czerwca 1998 r. nie odbyło się ze względu na zakłócenie uroczystości przez grupy nacjonalistów ukraińskich, wznoszących antypolskie hasła i pikietujących na przyległym terenie. „Po odsłonięciu pomnika, konieczne było ustawienie ogrodzenia, a o opiekę nad nim poprosiliśmy Polaków, mieszkańców najbliżej leżącego Kostopola” – poinformował pan Żurowski.
O Leonie Karłowiczu, żołnierzu oddziału samoobrony Władysława Czermińskiego ps. „Jastrząb” w Zasmykach i żołnierzu 27 WDP AK, opowiadał jego syn Andrzej.
Wysłuchaliśmy także wspomnień o por. Władysławie Cieślińskim ps. „Piotruś Mały”, dowódcy oddziału partyzanckiego AK. Takie oddziały powstawały na Wołyniu, by bronić Polaków przed bandami OUN-UPA, ale również do walki z frontowymi oddziałami niemieckimi. Po powstaniu 27WDP AK, został dowódcą pierwszej kompanii 23pp Zgrupowania „Osnowa”. Zginął 27 maja 1944 r. w czasie forsowania Prypeci na wysokości wsi Dywina. Został pośmiertnie odznaczony Srebrnym Krzyżem Orderu „Virtuti Militari”. Jakże inne, ale też tragiczne, były losy członka rodziny por. Cieślińskiego, walczącego w oddziale „Piotrusia Małego” Edwarda Religi ps. „Żbik”. Po sforsowaniu Prypeci, przeszedł szlak bojowy 1DP im. Tadeusza Kościuszki. Kiedy po zakończeniu działań wojennych został wcielony do Wojska Polskiego – zdezerterował. Wstąpił do oddziału „Ognia” na Podhalu i wszelki słuch o nim zaginął. Do dzisiaj nie odnaleziono również jego grobu.

Obecni na spotkaniu członkowie Stowarzyszenia „Wspólnota i Pamięć” poinformowali o powstającym filmie dokumentalnym o ks. Tadeuszu Isakowiczu-Zaleskim, który będzie jego duchowym testamentem. Środowiska wołyńskie wspierają tę wspaniałą inicjatywę.
Elżbieta Sadzyńska
O historii, szlaku bojowym i losach żołnierzy 27WDP AK pisaliśmy w „Polsce Wierni” w nr: 3/2021, 3/2022 i 3/2024. Red.

